Psychiatra odstawił mi leki nasenne. Teraz biorę tylko antydepresyjne. Nie mogę spać.
Wstałam dzisiaj o 4.00. Zjadłam śniadanie po czym miałam tak silną potrzebę dojadania, która była silniejsza ode mnie. Strasznie chciało mi się słodkiego. Zjadłam kilka cukierków czekoladowych. Byłam za to na siebie zła i irracjonalnie się zachowując, zamiast przestać jeść, zaczęłam się objadać wszystkim (nie tylko tym na co miałam ochotę). Zjadłam 26 kanapek, dużą paczkę czipsów, 10 cukierków snickers, wafla czekoladowego, jabłko, 4 bułki z serem. :( (Ałć mój brzuch)
Teraz już wiem dlaczego tak chciało mi się słodkiego... miesiączka
No i dlaczego o tym nie pomyślałam wcześniej, dlaczego nie powiedziałam sb w myślach- "Kurcze dzisiaj rzeczywiście chce mi się nadzwyczajnie bardzo czekolady, może będę miała okres?"
Nie.. musiałam być na siebie od razu zła i się zajeść do bólów brzucha.
Tak zaczęłam zwracać uwagę na to co jem, że całkowicie przestałam zauważać inne sygnały, które daje mi ciało.
Nie ma jednak co się załamywać, musi to być dla mnie lekcja. Pewnie nie będzie to moje ostatnie w życiu objadanie, a załamywanie się nic mi nie da( w myślach; "dobra dobra, zobaczymy, czy będzie tak optymistycznie jak się jutro zmierzysz centymetrem"
Walczcie dziewczyny!:)
sobota, 30 listopada 2013
czwartek, 28 listopada 2013
Korygowanie złej myśli
Sytuacja
Nie wytrzymałam, weszłam na stronę internetową, oglądałam zdjęcia chudych modelek.
Myśli
Jezu, jestem gruba,
Ważę 6 kg więcej niż 3 miesiące temu,
Nienawidzę siebie,
Jestem pasztetem, świnią, debilką, grubasem zasranym.
"Strasznie mi przykro jak to wszystko piszę, o nikim nie mam tak okropnego zdania jak o samej sobie"
Uczucia:
Złość: 8
Smutek: 10
Bezsilność: 10
Poczucie winy: 8
Korygowanie...
Myśli:
Dzisiaj ważę trochę więcej, ale to nie znaczy, że będę tyle ważyć do końca życia. Źle się CZUJĘ z obecnym wyglądem, słabo, bezsilnie.
Po to się leczę, aby wyjść z choroby i nie mieć już problemów z jedzeniem. Nie jest tak, że z tym nic nie robię. Staram się. Nie mam nadwagi, więc nie jestem gruba.
Uczucia:
Smutek:10
Bezsilność:10
Złość: 1
Poczucie winy: 7
"Smutek i bezsilność pozostają nadal wysokie, chyba za bardzo nie wierzę w moje skorygowane myśli, strasznie mi smutno, dlaczego nie umiem być szczęśliwa"?
Nie wytrzymałam, weszłam na stronę internetową, oglądałam zdjęcia chudych modelek.
Myśli
Jezu, jestem gruba,
Ważę 6 kg więcej niż 3 miesiące temu,
Nienawidzę siebie,
Jestem pasztetem, świnią, debilką, grubasem zasranym.
"Strasznie mi przykro jak to wszystko piszę, o nikim nie mam tak okropnego zdania jak o samej sobie"
Uczucia:
Złość: 8
Smutek: 10
Bezsilność: 10
Poczucie winy: 8
Korygowanie...
Myśli:
Dzisiaj ważę trochę więcej, ale to nie znaczy, że będę tyle ważyć do końca życia. Źle się CZUJĘ z obecnym wyglądem, słabo, bezsilnie.
Po to się leczę, aby wyjść z choroby i nie mieć już problemów z jedzeniem. Nie jest tak, że z tym nic nie robię. Staram się. Nie mam nadwagi, więc nie jestem gruba.
Uczucia:
Smutek:10
Bezsilność:10
Złość: 1
Poczucie winy: 7
"Smutek i bezsilność pozostają nadal wysokie, chyba za bardzo nie wierzę w moje skorygowane myśli, strasznie mi smutno, dlaczego nie umiem być szczęśliwa"?
poniedziałek, 25 listopada 2013
Wniosek
Doszłam do wniosku, że mój problem nie jest związany z samym jedzeniem i niemożnością jego opanowania. Objadanie się jest tylko objawem moich problemów.
Zauważyłam to, ponieważ przez ostatnie 3 tygodnie były dni, kiedy się nie objadałam, mimo to i tak byłam nieszczęśliwa i płakałam.
Mój problem polega na niskiej samoocenie i przede wszystkim nieumiejętności radzenia sobie z emocjami.
Np:
Mimo, że uczyłam się kilka godzin z biologii dostałam 3.
Czuję się beznadziejna, głupia, nigdy do niczego nie dojdę.
-Zawsze widzę problem we mnie. Generalizuje moją ocenę, ponieważ nie mówię-" czuję się beznadziejnie, bo dostałam 3 z biologii, mimo tylu godzin nauki"- tylko- "jestem beznadziejna"(tylko przez to, że w danym momencie mi się coś nie udało)
Wygląda to tak jakby moja jedna porażka w życiu rzutowała już na całe życie. Nie byłoby możliwości odwrotu mojego losu. Jestem ogólnie beznadziejna, ponieważ popełniłam jakiś tam błąd. Ale przecież człowiek często popełnia różne błędy, lub ma gorsze chwile oceny(co nie znaczy, że nie może ich poprawić)
Tak samo z jedzeniem- Nie możemy się wyzywać od beznadziejnych jeśli czasami sobie z nim nie radzimy.(Osoba beznadziejna to taka, która nawet nie stara się poradzić sobie z czymś).
Tak samo w tym wypadku z oceną. Nie była ona przyczyną tego, że się nie postarałam, tylko odwrotnie. Dałam z siebie tyle ile mogłam, żeby się nauczyć. Nie ważne jest co dostałam, ale to, iż wiem, ze zrobiłam tyle ile mogłam, abym się nauczyła.
Dziewczyny postarajmy się czasami spojrzeć inaczej na różne sytuacje, nie bądźmy dla siebie tak krytyczne. Przecież jesteśmy ludźmi. Każdy ma jakieś chwile słabości. Ale nie możemy się nazwać beznadziejnymi jeśli STARAMY się z nimi walczyć. Owszem, czasami nie wychodzi, ale to nie znaczy, że jesteśmy beznadziejne.
KAŻDY ma gorsze chwile i upadki, ale najważniejsze, żeby się podnosić i iść dalej! :)
W takiej sytuacji tj. psycholog mi poradziła muszę układać sobie zdania, które opisują sytuację, uczucia jej towarzyszące i myśli, a potem je korygować.
Sytuacja: dostałam 3 z bio, mimo kilku godzin nauki.
Uczucia: zła, zawiedzona, bezsilna
myśli: jestem beznadziejna, głupia, tępa, nigdy mi się nic w życiu nie uda
Teraz popatrzmy na to jak mój sposób myślenia jest irracjonalny i jak mogłabym go poprawić:
Sytuacja: dostałam 3 z bio, mimo kilku godzin nauki.
Uczucia: Kurcze no miałam pecha, trudno się mówi, następnym razem będzie lepiej, dałam z siebie tyle ile mogłam
Myśli: No teraz czuję się beznadziejnie, bo jest mi trochę przykro, ale to nieprawda, że w życiu nic mi się nie udaje, przecież nie raz dostawałam piątki. Mogłam mieć gorszy dzień, być bardziej zmęczona i dlatego tak wyszło.
Niska samoocena wywodzi się przede wszystkim z wielu takich sytuacji, które źle interpretujemy i dochodzimy do niewłaściwego wniosku " Jestem beznadziejna", "Zawsze coś muszę zepsuć".
Jeżeli tyle razy sobie myślimy jacy jesteśmy beznadziejni to w końcu mózg zaczyna wierzyć, że tak jest.
A więc rozpisujmy sobie nasze sytuacje, uczucia i myśli, a następnie korygujmy je we właściwy sposób.
Nie piszmy- jestem beznadziejna, tylko dokładnie rozpiszmy- DZISIAJ zepsułam coś tam i CZUJĘ SIĘ beznadziejnie, źle( ale to nie znaczy, że jestem beznadziejna, bo przecież nie zawsze wszystko psuję)
Nie zakrywajmy naszych złych uczuć jedzeniem, rozmawiajmy ze sobą.
Dzisiaj miałam wizytę u psychologa, przez następny tydzień, aż do wizyty mam stosować tą metodę. Myślę sobie, że chyba serio pomaga :) Zmniejsza poziom mojego zdenerwowania, złości na siebie, stresu i poczucia winy o połowę, więc nie mam aż tak wielkiej ochoty ich zajeść. Spróbujcie i Wy!
Zauważyłam to, ponieważ przez ostatnie 3 tygodnie były dni, kiedy się nie objadałam, mimo to i tak byłam nieszczęśliwa i płakałam.
Mój problem polega na niskiej samoocenie i przede wszystkim nieumiejętności radzenia sobie z emocjami.
Np:
Mimo, że uczyłam się kilka godzin z biologii dostałam 3.
Czuję się beznadziejna, głupia, nigdy do niczego nie dojdę.
-Zawsze widzę problem we mnie. Generalizuje moją ocenę, ponieważ nie mówię-" czuję się beznadziejnie, bo dostałam 3 z biologii, mimo tylu godzin nauki"- tylko- "jestem beznadziejna"(tylko przez to, że w danym momencie mi się coś nie udało)
Wygląda to tak jakby moja jedna porażka w życiu rzutowała już na całe życie. Nie byłoby możliwości odwrotu mojego losu. Jestem ogólnie beznadziejna, ponieważ popełniłam jakiś tam błąd. Ale przecież człowiek często popełnia różne błędy, lub ma gorsze chwile oceny(co nie znaczy, że nie może ich poprawić)
Tak samo z jedzeniem- Nie możemy się wyzywać od beznadziejnych jeśli czasami sobie z nim nie radzimy.(Osoba beznadziejna to taka, która nawet nie stara się poradzić sobie z czymś).
Tak samo w tym wypadku z oceną. Nie była ona przyczyną tego, że się nie postarałam, tylko odwrotnie. Dałam z siebie tyle ile mogłam, żeby się nauczyć. Nie ważne jest co dostałam, ale to, iż wiem, ze zrobiłam tyle ile mogłam, abym się nauczyła.
Dziewczyny postarajmy się czasami spojrzeć inaczej na różne sytuacje, nie bądźmy dla siebie tak krytyczne. Przecież jesteśmy ludźmi. Każdy ma jakieś chwile słabości. Ale nie możemy się nazwać beznadziejnymi jeśli STARAMY się z nimi walczyć. Owszem, czasami nie wychodzi, ale to nie znaczy, że jesteśmy beznadziejne.
KAŻDY ma gorsze chwile i upadki, ale najważniejsze, żeby się podnosić i iść dalej! :)
W takiej sytuacji tj. psycholog mi poradziła muszę układać sobie zdania, które opisują sytuację, uczucia jej towarzyszące i myśli, a potem je korygować.
Sytuacja: dostałam 3 z bio, mimo kilku godzin nauki.
Uczucia: zła, zawiedzona, bezsilna
myśli: jestem beznadziejna, głupia, tępa, nigdy mi się nic w życiu nie uda
Teraz popatrzmy na to jak mój sposób myślenia jest irracjonalny i jak mogłabym go poprawić:
Sytuacja: dostałam 3 z bio, mimo kilku godzin nauki.
Uczucia: Kurcze no miałam pecha, trudno się mówi, następnym razem będzie lepiej, dałam z siebie tyle ile mogłam
Myśli: No teraz czuję się beznadziejnie, bo jest mi trochę przykro, ale to nieprawda, że w życiu nic mi się nie udaje, przecież nie raz dostawałam piątki. Mogłam mieć gorszy dzień, być bardziej zmęczona i dlatego tak wyszło.
Niska samoocena wywodzi się przede wszystkim z wielu takich sytuacji, które źle interpretujemy i dochodzimy do niewłaściwego wniosku " Jestem beznadziejna", "Zawsze coś muszę zepsuć".
Jeżeli tyle razy sobie myślimy jacy jesteśmy beznadziejni to w końcu mózg zaczyna wierzyć, że tak jest.
A więc rozpisujmy sobie nasze sytuacje, uczucia i myśli, a następnie korygujmy je we właściwy sposób.
Nie piszmy- jestem beznadziejna, tylko dokładnie rozpiszmy- DZISIAJ zepsułam coś tam i CZUJĘ SIĘ beznadziejnie, źle( ale to nie znaczy, że jestem beznadziejna, bo przecież nie zawsze wszystko psuję)
Nie zakrywajmy naszych złych uczuć jedzeniem, rozmawiajmy ze sobą.
Dzisiaj miałam wizytę u psychologa, przez następny tydzień, aż do wizyty mam stosować tą metodę. Myślę sobie, że chyba serio pomaga :) Zmniejsza poziom mojego zdenerwowania, złości na siebie, stresu i poczucia winy o połowę, więc nie mam aż tak wielkiej ochoty ich zajeść. Spróbujcie i Wy!
niedziela, 24 listopada 2013
Oszalałam
Nie mogę się nic nauczyć. Ze stresu zaczęło boleć mnie lewe oko.
Wszystkim się za bardzo przejmuję, za dużo rozmyślam.
I co teraz robić?
Jutro wreszcie wizyta u psycholog. Miałam 3 tygodnie przerwy. Już nie mogę się doczekać.
Chcę "zrzucić" całe to napięcie z mojej głowy... :((
Wszystkim się za bardzo przejmuję, za dużo rozmyślam.
I co teraz robić?
Jutro wreszcie wizyta u psycholog. Miałam 3 tygodnie przerwy. Już nie mogę się doczekać.
Chcę "zrzucić" całe to napięcie z mojej głowy... :((
piątek, 22 listopada 2013
Znów lepiej?
Dwa dni w miarę normalnego jedzenia ok 2500kcal. Po objadaniach boli mnie żołądek, a jako, że ja każdy ból kojarzę z głodem to ciężko mi go teraz odróżnić:(
Ciężko jest, ale trzeba się trzymać.
Spróbuję posłuchać jakiegoś audiobook'a.
Ciężko jest, ale trzeba się trzymać.
Spróbuję posłuchać jakiegoś audiobook'a.
wtorek, 19 listopada 2013
Kolejna porażka
Boję się następnego dnia..
Po dwóch dnia objadania jest naprawdę ciężko wrócić na dobrą drogę.
Jak zacząć być szczęśliwą?
I am scared about tomorrow...
After two days of bingle eating is pretty hard to come back to the right way.
How to start being happy?
Po dwóch dnia objadania jest naprawdę ciężko wrócić na dobrą drogę.
Jak zacząć być szczęśliwą?
I am scared about tomorrow...
After two days of bingle eating is pretty hard to come back to the right way.
How to start being happy?
poniedziałek, 18 listopada 2013
objadanie
OBJADANIE (4700kcal)
WIEDZIAŁAM, wiedziałam, że to w końcu nastąpi. Musiałam się nażreć jak świnia mimo braku ochoty na jedzenie. Czuje, że moje życie jest beznadziejne. Mimo, że przez 10(sukces) dni się nie objadałam to i tak czułam się nieszczęśliwa. Moja psycholog na jakiś czas musiała wyjechać i przez trzy tygodnie nie mam terapii, działa to na mnie fatalnie. Czuję jakbym cofnęła się w czasie, a choroba się pogłębiła. Już nie chodzi nawet o to jedzenie, bo czy jem normalnie czy się objadam jestem tak samo nieszczęśliwa. Nie mam jakiejkolwiek chęci do życia, nie mogę się przez to uczyć, na lekcjach chce mi się płakać i tylko myślę za ile się skończą i pójdę zaszyć się w kąt mieszkania.I po co mi były te diety?
Po co było to wszystko?
3 lata z życia wyjęte, a teraz dochodzą następne:(
Chcę się cieszyć życiem!
Czy to tak wiele?
Może macie jakiś pomysł na "powiększenie" chęci do życia i podwyższenie niskiej samooceny?
Pomóżcie, błagam...
:(:(:(
Subskrybuj:
Posty (Atom)